Jesteś tutaj

Błogosławieństwo neofitów

recenzja książki "Któż jak nie Bóg" Jennifer Fulwiler
Autor:

Książka Któż jak nie Bóg to lektura obowiązkowa dla tych, którzy niejako wrośli w katolicyzm, ale trwają w nim bezrefleksyjnie. Autorka, opisując swoją historię poszukiwania Boga, na nowo odkrywa przed czytelnikiem, że nauczanie Kościoła katolickiego jest niezwykle logiczne i konsekwentne

Pod koniec lipca 2015 r. nakładem wydawnictwa Fronda ukazał się polski przekład książki Something other than God Jennifer Fulwiler. Estetyka okładki sugerowałby raczej lepszej klasy czytadło (ewentualnie lekturę fantasy), ale wielki napis Któż jak nie Bóg wskazuje, że nie będzie to powieść wyłącznie o romansach czy podróżach głównego bohatera. Mało tego, nie będzie to nawet fikcja literacka.

Jennifer Fulwiler to postać z krwi i kości, urodzona i zamieszkała w Stanach Zjednoczonych. Ze względu na pracę rodziców już jako dziecko musiała pogodzić się z częstymi przeprowadzkami. Swoje dorosłe życie związała z Teksasem, to tutaj znalazła pierwszą pracę, poznała przyszłego męża i rozpoczęła najważniejszą w swoim życiu podróż, praktycznie nie ruszając się z domu – podróż do swojego wnętrza. Jako młoda, błyskotliwa dziewczyna lubiła patrzeć na świat racjonalnie, dlatego za przykładem i aprobatą rodziców odrzuciła wszystko to, co łączyło się z religią, a zwłaszcza z chrześcijaństwem. Kościół ją irytował, a regularne spotkania kółek biblijnych większości dzieci z sąsiedztwa sprawiały, że nie mogła znaleźć sobie towarzystwa do zabawy. Nie, nie czuła się odrzucona. Wręcz przeciwnie – miała więcej czasu na samorealizację, bo w przeciwieństwie do koleżanek nie marnowała czasu na praktykowanie kościółkowych dyrdymałów. Jennifer skończyła renomowaną uczelnię, dostała nienaganną pracę. Zaczęła gonić za karierą i szczęściem, wyśnionym american dream. Szło jak z płatka: mąż, apartament, jaguar, zagraniczne wyjazdy. Miała wszystko, o czym marzy młoda kobieta. Tylko czasem, nie wiadomo skąd, dopadał ją paraliżujący strach. Najbardziej bała się myśli, które wciąż powtarzały, że życie może skończyć się w każdej chwili, że nie ma nic trwałego na tym świecie. Im bardziej nie mogła poradzić sobie z tymi myślami, tym bardziej je od siebie odpędzała, brnąc w małe i większe uciechy.

Jennifer lubiła odwiedzać kawiarnie, przejrzeć świeżą prasę, a po powrocie wstąpić do księgarni po nową książkę. Jedna z takich rytualnych czynności zakończyła się zakupem, który z jednej strony przerażał, a z drugim ekscytował samą właścicielkę. Jennifer na tyle zaintrygowała pozycja, w której autor zuchwale sugerował, iż przeprowadził dziennikarskie śledztwo udowadniające istnienie Jezusa, że kupiła sobie pierwszą książkę o chrześcijaństwie. I tak się zaczęło. W sceptycznej ateistce narodziła się agnostyczka. Nie było żadnego uderzenia pioruna, głosu z nieba, lecz tylko konsekwentnie dobierane lektury. C.S.Lewis, św. Augustyn i szereg innych autorów, wyjaśniających kwestie, które ciekawiły poszukującą kobietę. W pewnym momencie – by móc dzielić się swoimi wątpliwościami – postanowiła założyć blog. To wszystko, co wydarzyło się dalej i o czym pisze Jennifer w swoich wspomnieniach, to wspaniała lekcja dociekliwości. Nie było pytań, które pozostawiała bez odpowiedzi. Szukała do skutku i próbowała zrozumieć tak zupełnie jej obce tezy, jak niezgoda na antykoncepcję czy aborcję. Szukała tylko racjonalnych argumentów i tylko takie ją satysfakcjonowały, łaska wiary przyszła znacznie później.

Książka Któż jak nie Bóg to lektura obowiązkowa dla tych, którzy niejako wrośli w katolicyzm, ale trwają w nim bezrefleksyjnie. Autorka, opisując swoją historię poszukiwania Boga, na nowo odkrywa przed czytelnikiem, że nauczanie Kościoła katolickiego jest niezwykle logiczne i konsekwentne, a przede wszystkim dobre. Tę lekturę poleciłabym także tym, którzy w Kościele katolickim widzą wszystko oprócz radości życia. Fulwiler, używając żywego, pełnego humoru języka, wskazuje, że pełnię szczęścia zapewnić może jedynie Bóg. Ona tę prawdę poznała, będąc już żoną i matką, ale to odkrycie było dla niej tak istotne, że nie mogła zatrzymać go dla siebie. Tak powstał zbiór wspomnień, które szybko stały się w Stanach bestsellerem. Wcale mnie to nie dziwi, bo książkę czyta się naprawdę dobrze. Osobiście dziękuję Bogu za tę lekturę, bo świadectwo Jennifer po raz kolejny utwierdziło mnie, osobę od urodzenia będącą blisko Kościoła, że neofici są dla mnie ogromnym błogosławieństwem. To szczególnie oni potrafią zawstydzić mnie swoją wiarą.

Na polskim wydaniu okładki widnieje dopisek: „Jak z uporem maniaka szukałam szczęścia i nieoczekiwanie je znalazłam”. To właściwie wystarczyłoby na podsumowanie lektury.

* * *

Jennifer Fulwiler, Któż jak nie Bóg? Historia nawróconej, tł. Maria Jaszczurowska, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2015, s. 344