Jesteś tutaj

Wspaniałe życie bez wspaniałej części

recenzja filmu "Doonby. Każdy jest kimś"
Autor: 
Paweł Figura SDB

Doonby. Każdy jest kimś to nietuzinkowy i wciągający film, opowiedziany w wyjątkowy sposób. Powiedzieć jedynie, że jest to doskonała historia pro-life to zdecydowanie za mało.

Teksas. Małe, spokojne miasteczko, w którym wszyscy zdają się żyć spokojnie. Każdy niesie ze sobą jakąś historię, mniej lub bardziej jasną. I oto pojawia się on. Włóczęga, który na pierwszy rzut oka wygląda na człowieka bez przeszłości. Sam Doonby (John Schneider), bo o nim mowa, swoim przybyciem powoduje serię niezwykłych i pozornie przypadkowych wydarzeń, których zawsze jest głównym bohaterem. Zatrudnia się jako barman w lokalnym pubie, gdzie szybko zyskuje sympatię mieszkańców, wśród których szczególnymi względami cieszy się u płci pięknej. Jego talent muzyczny, humor i pogoda życia błyskawicznie wynoszą go na piedestał lokalnej społeczności. Doonby przyciąga uwagę uroczej Laury (Jenn Gotzon), kobiety o nieprzeciętnej urodzie, która uwielbia imprezy i lekkie życie. Między bohaterami powoli rodzi się uczucie miłości, które poddane zostanie wielu niełatwym próbom.

W Doonby. Każdy jest kimś mamy naprawdę dużą paletę różnorodnych postaci uwikłanych w sieci skomplikowanych wyborów moralnych. I to jest niepodważalny atut tego dzieła. Nic tu bowiem nie jest oczywiste. Każdy z bohaterów skrywa jakąś tajemnicę. Począwszy od głównych bohaterów, Sama i Laury, poprzez niespełnionego muzyka Tony’ego (Will Wallace), Cyrusa Reapera (Joe Estevez) – ginekologa o mieszanej przeszłości aż po matkę Sama – Lucy Mae (Erun Way). Niezwykle interesującym zabiegiem są zastosowane w filmie retrospekcje, dzięki którym poznajemy historię Sama Doonby. I tak oto lata współczesne zostały ubogacone o iście książkową historię młodej kobiety z lat siedemdziesiątych, której na drodze do szczęścia i spełnienia stanął jeden mały błąd – dziecko. Całość obrazu ubrana została w lekką nutę jazzową, która nadaje filmowi wiele kolorów. Zapadające w pamięć zakończenie pozostaje w widzu na długo. Również sumienie zostaje niejako wyrwane z letargu utartych przekonań i myślowych schematów. Doonby idzie bowiem w te miejsca, w które żaden z filmów w tematyce pro-life, widzów nie prowadził.

Peter Mackenzie, autor scenariusza i reżyser, zabiera nas w historię, która bez wątpienia sprawia, że możemy zacząć doceniać to, co mamy tu i teraz. Każdy bowiem jest kimś. Każdy ma wspaniałe życie. Czy jednak zadaliśmy sobie kiedykolwiek pytanie, co byłoby, gdyby zabrakło w naszym życiu jednej z jego wspaniałych części – osoby – kogoś, kogo kochamy. To kino zmusza do myślenia i prowokuje do dyskusji nad pięknem życia i wyzwaniami, jakie ono nam stawia.

***

Doonby. Każdy jest kimś, reż. Peter Mackenzie, USA 2013, polska premiera 27 marca 2015.