Jesteś tutaj

Biskup i Trzej Królowie

Autor: 
PROMIC

Powieść sensacyjna z serii przygód fikcyjnego biskupa Chicago Johna Blackwooda Ryana, który udaje się do Kolonii na poszukiwanie skradzionego z tamtejszej katedry sarkofagu z relikwiami legendarnych Trzech Króli.

Z pomocą amerykańskiemu detektywowi w sutannie spieszą m.in. bratanek biskupa Peter Murphy, naukowiec z Uniwersytetu w Chicago oraz piękna Cindasue McCloud, attaché przy ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Bonn, w której Peter był kiedyś zakochany. Wątek miłosny splata się z pełnymi napięcia wydarzeniami związanymi z poszukiwaniem bezcennego relikwiarza, bez którego Kolonia nie może się obejść. Czy młodzi odnajdą swoją pierwszą miłość a katedra cenne relikwie? 

* * *

Andrew M. Greeley, Biskup i Trzej Królowie, tłum. Monika Wolak, seria Corpus delicti, Promic, Warszawa 2015, s. 384

 

[Fragment książki]

1

Biskup John Blackwood
Ryan

– Skradziono ciała Trzech Króli! – obwieścił z dramaturgią Sean kardynał Cronin, z łaski Boga i Stolicy Apostolskiej, nieustannie wystawianej na próbę cierpliwości, i w oskarżycielskim geście wyciągał w moim kierunku swoją dłoń, zupełnie jakbym osobiście odpowiadał za kradzież.

Wtargnął do mojego pokoju niczym tornado, jak zwykle, kiedy czegoś ode mnie chciał. Jego wysokie i szczupłe ciało okrywała sutanna z purpurowymi guzikami oraz pas, peleryna i piuska w tym samym kolorze. Na piersi widniał okazały, zdobiony drogimi kamieniami pektorał – prezent od siostry oraz szwagierki, senator Nory Cronin. Nie ulegało wątpliwości, że tego wieczoru miało miejsce jakieś wydarzenie niezwykłej wagi.

– Blackwood – powiedział, sięgając do szafki po pełną butelkę whiskey – mamy kłopoty!

Odwróciłem się od komputera, gdzie oddawałem się wieczornej rozrywce – pisaniu długiego eseju, który zatytułowałem Rosyjski mistycyzm trynitarny w ujęciu romantycznym – i spojrzałem mu w oczy. Kiedy bowiem Jego Eminencja kardynał Cronin mówił, że mamy kłopoty, zazwyczaj oznaczało to, że to ja mam kłopoty.

– Czyżby? – zapytałem z rezerwą.

Napełnił dla mnie kryształową szklankę do whiskey, po czym nalał sobie o wiele mniej, nie miał bowiem zwyczaju pić przed snem. Hojność purpurata jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że znalazłem się w kłopocie. Rzuciłem spojrzenie w kierunku ikon zawieszonych na ścianie (odkąd zająłem się rosyjskim mistycyzmem, tak właśnie nazywałem moje obrazy) i zwróciłem się o pomoc do niebios. Mogłem liczyć jedynie na wyrzeźbioną w kości słoniowej Madonnę, którą podarował mi stary druh, ponieważ jako żywo przypominała mu moja matkę. Trzej Johnowie z czasów mojej młodości: papież, prezydent i rozgrywający z drużyny Baltimore w obecnej sytuacji nie mogli się na nic przydać. Podobnie rzecz się miała z najnowszym nabytkiem w mojej galerii: zdjęciem Clare Marie Raftery Boyle, młodej kobiety, która onegdaj pomogła mi rozwiązać liczącą ponad sto lat zagadkę.

Kardynał usunął stertę wydruków komputerowych z mojego fotela (kościelnych zestawień finansowych, przygnębiająca lektura…) i wygodnie się rozsiadł. Upił łyk whiskey, po czym przeciągnął się z widoczną przyjemnością i przekazał mi wiadomości o poważnej kradzieży, które właśnie otrzymał.

– Godne ubolewania… – powiedziałem z głośnym westchnieniem, ostrożnie popijając trunek ze szklaneczki. – A o których trzech królów chodzi?

– O tych ze Wschodu: Kacpra, Baltazara i Melchiora – odpowiedział, a błękitne oczy celtyckiego wojownika zapłonęły oburzeniem. – Czy znasz jakichś innych Trzech Króli?!

– Pragnąłbym tylko przypomnieć, że współczesny przekład czytań na uroczystość Objawienia Pańskiego, który osobiście zaaprobowałeś do użytku w tej archidiecezji, przedstawia ich jako magów, co jest być może określeniem bardziej trafnym, choć mniej oddziałującym na wyobraźnię.

– To nie ma nic do rzeczy, Blackwood – Cronin zmarszczył brwi. – Właśnie poinformowałem cię, że ich ciała zostały skradzione.

– Z cmentarza archidiecezjalnego?

– Nie, oczywiście, że nie! Z katedry w Kolonii. To poważna sprawa. W średniowieczu obok Rzymu i Composteli to właśnie do Kolonii ze względu na relikwie Trzech Króli pielgrzymowano najczęściej. Dzięki temu Kolonia stała się jednym z najważniejszych miast Europy. Utrata relikwii może więc stać się przyczyną poważnego kryzysu w Kościele.

– Grecy i Rosjanie żywią przekonanie, że magów było dwunastu, co wydaje się całkiem wiarygodne. Twierdzą, iż skoro było dwunastu apostołów, dwanaście zastępów aniołów i dwanaście pokoleń Izraela, to musiało być także dwunastu… hm… magów. Sądzę, że to przekonujący argument, zwłaszcza jeśli jest się Grekiem lub Rosjaninem. My natomiast wierzymy, że przybyli tylko trzej królowie, ponieważ przynieśli tylko trzy dary: złoto, kadzidło i mirrę. Rozumiesz: jeden podarunek – jeden król. Muszę przyznać, że jest to typowy przejaw zachodniego empiryzmu, którym brzydzą się Grecy i Rosjanie.

– Jak zatem wytłumaczyć fakt, że w katedrze kolońskiej są tylko trzy ciała? – dopytywał kardynał, zbity z tropu moją dygresją z dziedziny dociekań biblijnych i kulturowych.

– Jeśli wolno zauważyć, jest wysoce nieprawdopodobne, aby kości złożone w sarkofagu w tym pięknym mieście nad Renem, istotnie należały do owych Mędrców (niezależnie ilu ich było), którzy ze Wschodu przybyli do Betlejem… Co więcej, o ile dobrze pamiętam, owe szczątki zostały już wcześniej skradzione z katedry w Mediolanie przez pewnego katolickiego władcę, Fryderyka Barbarossę. Nie jest to więc pierwsza kradzież.

– Ale to, Blackwood, to już absolutnie nie ma nic do rzeczy! – poinformował mnie Cronin.

Powstrzymałem się przed wygłoszeniem uwagi, że już po raz drugi posądza mnie o niezrozumienie problemu. W rzeczy samej, kardynał dobrze wiedział, że celowo chybiałem sedna sprawy, ponieważ w istocie zupełnie mnie ona nie interesowała.

– Sprawa jest naprawdę paląca! Zbliżają się święta Bożego Narodzenia.

– Ooo, a ja byłem przekonany, że mamy pierwszy tydzień października, co oznacza całe osiemdziesiąt pięć dni do świąt – powiedziałem.

– Jeśli Trzej Królowie nie wrócą do świąt, wszystko się wyda i do Kolonii zjedzie się cały świat, żeby ujawnić kolejny skandal w Kościele katolickim. W czasach Fryderyka Barbarossy nie było Christine Armanpour, która wyskoczyłaby z helikoptera, żeby tonem pełnym oburzenia donieść światu, że Kościół katolicki zakłócił atmosferę świąt Bożego Narodzenia.

– Uprzedzając Grincha… – zażartowałem, starając się przy tym okazać współczucie.

Chochlik straszący w moim mieszkaniu przy katedrze Najświętszego Imienia jak zwykle wypił większość mojej aquae vitae, zdecydowałem jednak, że nie ma sensu ponownie napełniać szklanki – tej nocy i tak nie zmrużę oka. Wcale.

– Wy, Ryanowie, lubicie podróżować… – kontynuował Cronin, całkowicie mijając się z prawdą, z czego zresztą doskonale zdawał sobie sprawę.

– Nic bardziej mylnego! Po co wyjeżdżać z Chicago, skoro wszystko tu mamy, jak często powtarza moja siostra sędzina.